Wybaczcie, że się trochę żalę. Mieszkam w Szkocji i mam znajomych głównie anglojęzycznych, z kręgów anarchistycznych itp. Moja dziewczyna (Angielka) ostatnio wpadła trochę w doomscrolling, czyta dużo o wojnie w Iranie itp. i rozmawiałyśmy coś o Ukrainie, a ona wypaliła mi, że no jest jej żal Ukraińców, ale w sumie to ona rozumie dlaczego ich atakują, bo NATO okrąża rosję militarnie, daje wszystkim wokół broń i biedny putin nie ma wyboru.
Ogółem często słyszę ostatnio tego typu rzeczy, a jak coś odpowiem, to traktują mnie jakbym naoglądała się za dużo mainstream media i trzeba mnie podedukować. Nie mam raczej ciętego języka i mój głos niespecjalnie się przebija. Staram się przez to unikać tematów geopolitycznych, ale strasznie głupio się z tym czuję. Moim zdaniem każdy imperializm to zło, no war but class war, więc wymyślanie wymówek dla putinowskiej rosji jest żałosne. Taka postawa na lewicy burzy solidarność i wyklucza ludzi ze wschodniej europy i azji środkowej.
Wiecie może co poradzić? Podzielilibyście się jakimiś materiałami nt. Ukrainy?